Jako że ostatnio coraz modniejsze stają się różne, zdrowsze wersje burgerów, postanowiłam iść tym śladem i przygotowałam domową alternatywę dla tych na mieście 😉 Mój burger składa się ze steku z tuńczyka (kupiony w wersji mrożonej) i frytek stworzonych z batatów (słodkich ziemniaków). Wydaję mi się, że to idealna alternatywa dla burgerów z wołowiny (i dużo mniej kaloryczna ;)).
Na burgera potrzebowałam:
– mrożony stek z tuńczyka – koło 100g
– roszponka – garść (lub dowolnie dobrana zielenina)
– pomidor – 2 plastry
– czarne oliwki – 2 sztuki
– sos jogurtowo-kaparowy (jogurt naturalny zmieszany z kaparami, pieprzem) – ja zrobiłam całą miseczkę, co by mieć jeszcze sos do frytek (opakowanie jogurtu – 2 łyżeczki kaparów – szczypta pieprzu)
– sól, pieprz, sok z cytryny
– olej rzepakowy – łyżeczka
– bułka razowa – sztuka
Stek rozmroziłam i oprószyłam solą, pieprzem i pokropiłam sokiem z cytryny (parę kropli na stronę). Następnie rozgrzałam olej rzepakowy i usmażyłam stek (po 2-3 min z każdej strony). Bułkę przekroiłam, posmarowałam każdą stronę sosem jogurtowo-kaparowym, a następnie ułożyłam roszponkę. Na to położyłam stek, plastry pomidora i oliwki, a na końcu drugą połówkę bułki.
Na frytki potrzebowałam:
– batata – sztukę
– olej rzepakowy – łyżkę
– sól, pieprz
Batata obrałam i pokroiłam w grubsze plastry. Włożyłam do naczynia żaroodpornego, tam polałam olejem i oprószyłam solą i pieprzem. Wszystko przemieszałam i wstawiłam do piekarnika w 200 stopniach Celsjusza na 30-40 minut, co jakiś czas obracając. Wszystko oczywiście zależy od ilości. Frytki są gotowe, gdy są miękkie, a z góry skórka jest lekko chrupiąca. Wspomniany wyżej sos idealnie się z nimi komponuje 😉

