Wraz z przyjściem wiosny w sklepach zaczynają się pojawiać pierwsze nowalijki. Jednak coraz częściej słyszy się, żeby za bardzo się na nie nie nastawiać, bowiem nie są do końca tak zdrowe jak ich odpowiedniczki w późniejszych okresach.
Co zatem zrobić? Kupować czy nie kupować? O tym właśnie dzisiaj.
Nowalijki – uprawa szklarniowa
Wśród nowalijek najczęściej spotkamy się z rzodkiewką, pomidorem, ogórkiem, sałatą, szczypiorkiem czy natką pietruszki. Z reguły są one hodowane w szklarniach w odpowiednich warunkach, tak aby już wyglądały, z tymże chyba jeszcze nie smakują tak jak powinny 😉 W szklarniach rośliny otrzymują dużo mniejsze natężenie światła niż w przypadku uprawy w gruncie. W związku z tym mają mniejszą szansę na pobranie azotu z pożywki, w związku z czym producenci muszą zwiększać dawki azotu dodając go do nawozu, a ten może odkładać się w roślinach. Największą zdolność do kumulowania azotanów mają rzodkiewki, dlatego warto wystrzegać się jedzenie ich w dużych ilościach w okresie wiosennym. Dotyczy to również szpinaku, szczypiorku i kapusty. Najmniej azotu kumulują w sobie pomidory i ogórki.
Uprawa szklarniowa sama w sobie nie stwarza jednak zagrożenia. Przeważnie, prowadzona w odpowiednich warunkach, przedłuża okres prowadzenie plonów, a to wpływa na ich obfitość. Stwarza odpowiednie warunki klimatyczne, podwyższoną temperaturę, która utrzymuje się na stałym poziomie i ochronę przed wiatrem. Kwestią budzącą nasze wątpliwości jest głównie nawożenie. Dlaczego? Bo azotany, o których wcześniej wspomniałam przemieniają się w azotyny, które mogą powodować powstanie związków, które w efekcie mają działanie rakotwórcze.
Jeść czy nie jeść
Nie należy popadać jednak w paranoje 🙂 Zjedzenie raz na jakiś czas nowalijek na pewno nam nie zaszkodzi. Rośliny pobierają azot nieselektywnie, tyle ile potrzebują i jest to naturalne zjawisko w przyrodzie. Jednak w momencie, gdy otrzymują za dużo azotanów nie są w stanie ich wykorzystać i zaczynają je kumulować, zatem spożywanie ich w dużych ilościach może być dla nas niekorzystne. Jeżeli chodzi o zalecania, wyglądają one następująco:
Według zaleceń Komitetu Ekspertów FAO/WHO dopuszczalne dzienne pobranie dla azotanów wynosi do 5 mg/na kg masy ciała, a dla azotynów do 0,2 mg/kg masy ciała. Jednocześnie poziom bezpieczny w warzywach dla dzieci uznano zawartość azotanów do 250mg/kg masy ciała i azotynów do 1,0 mg/kg masy ciała.
A co z ekologicznymi uprawami?
Jest to jakaś alternatywa, bowiem produkcja roślin w takich uprawach odbywa się przy użyciu naturalnych nawozów takich jak komposty czy zwierzęcych. Minusem na pewno będzie tutaj cena, ale to już zależy od Waszego wyboru. Warto też sprawdzić czy osoba od której kupujemy warzywa posiada odpowiedni certyfikat. Uprawa takich roślin wymaga wnikliwej kontroli od nawożenie przez uprawę do pakowania i znakowania, na co potwierdzenie musi mieć producent.
O czym warto pamiętać w przypadku kupowania nowalijek?
Przede wszystkim zwróćmy uwagę na ich wygląd. Wiadomo – odrzucamy z góry te zwiędnięte, zaparzone, przyżółkłe, przesuszone, zgniłych itd. – zawierają więcej szkodliwych związków. Warto przechowywać je we właściwych warunkach: nie zawijamy w folie, wybieramy chłodne miejsce z dostępem do tlenu.
Przed konsumpcją warto dokładnie je umyć, pozwoli to usunąć część azotanów. Warzywa korzeniowe warto obierać ze skórki, gdyż tam gromadzą azotany, ale nie za głęboko by straty witamin były jak najmniejsze. Z sałat i warzyw, oprócz umycia, warto jeszcze usunąć głąb.
Nie traktujmy ich jako głównego źródła witamin, bardziej niech spełniają rolę urozmaicenia naszych potraw, miłej odmiany po zimie. Nie kupujmy bardzo dużych warzyw – im większe tym prawdopodobnie bardziej były nawożone.
