Wildegansie – afrykański żeń-szeń
Ostatnio czytając trochę lektury napotkałam tę właśnie roślinę, którą postanowiłam Wam przybliżyć. Wildegansie został okrzyknięty ziołowym dopalaczem pochodzącym z krajów Afryki. Jednym słowem energia z natury. Uważana jest za jedną z najcenniejszych roślin medycznych w Afryce południowej. Stosowali ją m.in. plemiona Khoi, San i Nama, dzięki którym wiedza o niej przetrwała.
Roślina jest w trakcie badań, ale już zwróciła na siebie uwagę swoimi zaskakującymi właściwościami. Wśród nich znajduję się d-pinitol, który wspomaga metabolizm glukozy w organizmie, dzięki czemu mięśnie są w stanie efektywniej magazynować glikogen, co powoduje iż mają więcej siły i są bardziej wytrzymałe, a regeneracja po trenignu trwa krócej. Związek ten ogranicza też skłonność do gromadzenia tkanki tłuszczowej!
Drugim składnikiem jest GABA (kwas gammaaminomasłowy) pełniący rolę neuroprzekaźnika o działaniu hamującym w całym układzie nerwowym i rozluźnia mięśnie.
Wildegansie pomaga zwalczyć infekcje (np.grypę), ogranicza powstawanie nieprawidłowych komórek, które mogą przekształcić się w tkankę nowotworową. Prawdopodobnie może być też pomocna w przypadku przewlekłego zmęczenia, alergii, cukrzycy, nadciśnienia czy bolesnych schorzeń reumatycznych.
Stosowanie rośliny jest zalecane jako 9mg na kilogram masy ciała, jeden nawet spore przekroczenie tej dawki nie jest toksyczne. Nadużycie grozi jednak biegunką, odwodnieniem i nadmierną sennością. Dostępna jest w postaci suszu (do zaparzania) oraz w gotowych tabletkach i kapsułkach.
Zachęceni?;)

