Bullet Journal odkryłam dwa lata temu. Zupełnie przez przypadek, nie pamiętam do końca jak to się zaczęło, ale pamiętam od kogo uczyłam się o tym na początku. Krok po kroku, dzień po dniu zdobywał moje uznanie, aż doszłam do momentu, gdy nie wyobrażam sobie planowania w inny sposób! Dzisiaj opowiem Wam o mojej ulubionej metodzie organizacji na papierze!

Czym jest Bullet Journal?
No dobra, my tu gadu gadu, a być może ktoś nie wie, czym Bullet Journal jest. Już tłumaczę!
Aby lepiej zrozumieć ideę, warto zajrzeć na stronę twórcy tej koncepcji, czyli www.bulletjournal.com.
Bullet Journal, w skórcie BuJo, został stworzony przez Rydera Carrolla, projektanta i autora produktów cyfrowych mieszkającego na Brooklynie w stanie Nowy Jork.
Na początku zdiagnozowano u niego trudności w uczeniu się, zmuszony był także wymyślić alternatywne sposoby koncentracji i produktywności. Przez lata prób i błędów opracował więc swoją własną metodologię wykraczającą daleko poza prostą organizację – Bullet Journal.
Metoda tę pokochały setki, tysiące, a może i miliony osób na całym świecie! Zawdzięcza to głównie swojej prostocie. Bo działać według tych zasad może zacząć każdy! Jedyne ograniczenia to brak posiadania zeszytu i długopisu 😉

Bullet Journal najlepiej opisuje się jako praktykę uważności, pod którą skrywa się cały system produktywności. Metoda ta ma nam ułatwić życie, zrelaksować i nauczyć planowania, które zwiększa naszą efektywność (choć momentami łatwo wpaść w pułapkę perfekcyjności, to jednak warto sobie wtedy przypomnieć, że w tej metodzie chodzi o PROSTOTĘ).
Najcudowniejsze w BuJo jest to, że tak naprawdę nie ma w nim ograniczeń. Nie ma narzuconego schematu (choć można znaleźć wiele inspiracji i przydatnych przykładów), ma być taki, jaki jest dla nas najlepszy. W skrócie chodzi o to, by stworzyć swój własny planner, po swojemu i dla siebie 😉
Jeśli chcemy działać minimalistycznie, bez rysunków i skomplikowanych tabelek, to nic nie stoi na drodze. Jeśli mamy ochotę pięknie dekorować nasze strony, to również droga wolna. Najważniejsze, by był odpowiedni dla nas i by nas cieszył, a nie stresował. Warto także pamiętać, że kombinowanie i testowanie, pozwalanie sobie na kreatywność, jest jak najbardziej na miejscu!
Wiem, że być może jeszcze nie do końca rozumiecie, co mam na myśli, ale liczę, że konkretne przykłady Wam to później rozjaśnią 😉

Od kogo czerpać inspirację?
Swoją przygodę z Bullet Journal rozpoczęłam z Kasią z Worqshop, która przygotowałam pierwszy polski poradnik o tym, jak poruszać się w tym świecie. Tygodniami przeglądałam różne treści na ten temat, zarówno polskojęzyczne, jak i angielskojęzyczne (za granicą ten temat jest był bardziej zaawansowany w tamtym momencie).
Ważne jednak, aby nie wpaść w pułapkę oglądania filmów na Youtube o tej tematyce, gdzie dziewczyny tworzą istne dzieła sztuki! Oczywiście, jeśli lubicie rysować i to Was odpręża, to super! Inspirujcie się!
Ale wiem, że na początku można się zniechęcić tym, że nasze BuJo nie będzie takie „ładne”. Ma być Waszą podporą, a nie utrapieniem. Nie chodzi też by planować dla planowania. Metoda ta powinna pomóc nam być bardziej produktywnymi, dlatego nie zaczynajmy od „zaawansowanego poziomu” 😉
Polecam Wam przejrzeć Pinteresta pod hasłem „Bullet Journal”, tam znajdziecie masę przykładów na różnego rodzaju strony, które mogą znaleźć się w Waszym plannerze 😉
Jeśli chodzi o moją aktualną inspirację, to najczęściej oglądam Amandę, która tworzy estetyczny planner, ale nie przywiązuje uwagi do szczegółów, większość tabelek rysuje odręcznie i ma naprawdę fajne pomysły, aby niewielkim kosztem przyozdobić dany miesiąc 😉
Jak zaczęłam planować?
Przede wszystkim zaczęłam od zapisywania sobie różnego rodzaju inspiracji i układania ich w odpowiedniej kolejności. Stawiałam na praktyczne rozwiązania, które sprawdzą mi się w codziennej organizacji.
Planowałam sobie na kartkach a4 treści, które chciałabym docelowo projektować w swoim BuJo. Choć wiedziałam, że temat ten jest dosyć obszerny, bo oprócz samych treści, znaczenie ma także rodzaj zeszytu, używane pisaki, a nawet specjalne taśmy (washi tape), to postanowiłam nie skupiać się na szczegółach i zacząć w zwykłym zeszycie, ze zwykłymi cienkopisami i moim brakiem umiejętności rysowania 😀
Chodziło o to, aby wykorzystać praktyczność tej metody. Rozrysować sobie planner, który będzie dostosowany do moich potrzeb i będzie przede wszystkim wspierał moją organizację, a nie ją ograniczał (stres przed „nieidealnym” prowadzeniem BuJo na pewno by ograniczał tę praktyczność, więc jeśli jesteście perfekcjonistkami, to ta metoda nie do końca może Was relaksować ;)).

Jak wygląda planowanie w praktyce?
Ogólnie Bullet Journal dzieli się na kilka części, ale to my decydujemy o tym, z których skorzystamy. Możemy je podzielić np. ze względu na to, do jakiego okresu będą miały zastosowanie. I tak pojawiają się m.in.:
- Treści roczne (np. przegląd całego roku, różnego rodzaju trackery – wyjaśnię to jeszcze 😀 i inne treści, które posłużą nam w danym roku)
- Treści miesięczne (np. podsumowanie miesiąca, trackery nawyków, cele itp.)
- Treści tygodniowe (np. przegląd tygodnia – rozkładówka z datami i zadaniami, plany itp.)
- Kolekcje – czyli treści, które są uniwersalne, nie mają dat (np. urodziny, seriale na Netflixie, pomysły, cytaty, filmy, które chcemy obejrzeć i wszystko, co tylko jest dla nas ważne)
Z reguły, gdy zaczynamy planner, to np. początkowe (lub końcowe) strony przeznaczamy na kolekcje, a następnie planujemy treści roczne. Kolejne działania przeważnie dotyczą planowania treści miesięcznych. Przynajmniej taki system najczęściej spotkamy na Youtube 😉
Czyli w praktyce, gdy już zrobimy sobie początkowy szkielet, to tak naprawdę działamy z miesiąca na miesiąc. Ma to swoje plusy i minusy, ale na te minusy też już znaleziono alternatywy 😉
Na pewno wymaga to systematyczności, bo dany miesiąc sam się nie narysuje 😉 Więc może to zniechęcać tych, którzy nie lubią być „zmuszeni” do rozrysowania sobie kalendarza. Ale dla mnie to rodzaj odprężenia.
Raz na miesiąc siadam i znikam na kilka godzin. Najpierw szukam inspiracji, potem tworzę w głowie zarys, wykorzystuję też wiedzę z poprzednich miesięcy, co mi się sprawdziło, a co nie oraz eksperymentuję z nowymi rozwiązaniami 😉


